Sponsorzy


 

Wiersz

TAM GDZIE DUNAJEC WODY SWE NIESIE,
MIĘDZY KONIÓWKĄ A DŁUGOPOLEM,
ŻYŁ PONOĆ LIPIEŃ NA PŁANI PRZY LESIE,
CO DLA MUSZKARZY BYŁ RYB IDOLEM.

MISTRZOWIE MUCHY TAM PRZYBYWALI,
KALATA, FRASIK, LACHUR, JELEŃSKI,
CHOĆ GODZINY ŚMIGAJĄC STALI,
WRACALI CZUJĄC PRZYKRY SMAK KLĘSKI.

A LIPIEŃ ŻYŁ I RUSŁ I TYŁ,
NA WADZE PRZYBIERAJĄC,
NA METR JUŻ PRAWIE DŁUGI BYŁ,
WCALE NIE PRZESADZAJĄC.

I CHOĆ NAPEŁNIAŁ CIĄGLE SWÓJ BRZUCH,
OSTROŻNY BYŁ DO GRANIC,
POGARDZIŁ NAWET NAJTŁUSTRZĄ Z MUCH,
 I WSZYSTKIE NIMFY MIAŁ ZA NIC.

 NIE WIEM CZY PRAWDA JEST TO, CZY BLAGA,
O TYM LIPIENIU Z KONIÓWKI,
CO SIĘ Z NIEJEDNYM WĘDKARZEM ZMAGAŁ,
RWAŁ ŻYŁKI, ŁAMAŁ WĘGLÓWKI.

PODOBNO ZE STAROŚCI PADŁ TEN KOLOS GÓRSKIEJ RZEKI,
W PAMIĘCI WĘDKARSKIEJ BRACI ZOSTAJĄC JUŻ NAWIEKI.

Marek Polaczek